Tobiasz Carewicz


Historia została dodana: 15-01-2017 r.
Ilość wejść: 2 282.

 

 Redaktor/Autor: Ewa Juchniewicz

pomogli Pomogli: Veronika Duda i Krystian Kamil Rohde.


Tobiasz ma 25 lata, gdyby ciało był mu posłuszne, bardzo możliwe , że dziś miałby zupełnie inne priorytety.  Byłby przystojnym, świetnie zbudowanym , dobrze wychowanym młodym mężczyzną i cały świat u stóp, prawdopodobnie byłoby tam też sporo wpatrzonych w niego dziewcząt. Ale los spłatał mu figla…… Dziecięce porażenie mózgowe, kilka minut zmieniły nie tylko jego życie, zmieniło życie całej najbliższej rodziny i to nie na chwilę, nie  na miesiące, nie  na lata, życie paru osób zmieniło się na zawsze ………

 21.01.2017

         Nic nie wskazywała na to, że dziecko które miało się urodzić, przewróci, przewartościuje życie całej rodziny. Tobiasz rodzi się wcześniej w 32 tygodniu, ale to przecież jeszcze nie dramat. W 3 dobie zaczynają dziać się niepokojące rzeczy. Długo nikt nie chciał nazwać rzeczy po imieniu, mówiono „trzeba czekać”

–     wiedziałam, że dzieje się coś złego, czułam to, czekanie gorsze było od najstraszniejszej  prawdy – mówi  mama Tobiasza

W końcu zapadł wyrok „dziecięce porażenie mózgowe” i rusza lawina. Mąż wypływa w morze na długie miesiące, mała 8-letnia córeczka ląduje u babci , mama rezygnuje z pracy i zaczyna się…..  walka o życie i choć minimalną samodzielność Tobiasza. Walka do utraty tchu, matki i syna, syna i matki, stali się jednością, oddychali razem, czuli razem, jedno bez drugiego nie istniało. Nie liczyło się nic poza potrzebami Tobiasza, wszystko inne, wszyscy inni byli nieistotni. Walka była zażarta, mozolna, codzienna to nie było życie , to była nieustająca rehabilitacja.

–    nieświadomie opuściłam wtedy córkę, nie wiedziała co się dzieje, nie wiedziała dlaczego została odtrącona, nie wiedziała dlaczego Tobiasz jest tak ważny dla mnie a ona nie…….. nie umiałam jej wyjaśnić ….. co miałam jej powiedzieć, jak  wytłumaczyć małej dziewczynce, że czułam się winna, choć będąc w ciąży bardzo dbałam o siebie, przecież to ja urodziłam niepełnosprawne dziecko……….. to nie Tobiasz zrobił sobie tak straszną krzywdę, to ja mu to zrobiłam  ………  Mąż zaczął mieć problemy psychiczne, nie wytrzymał presji, musiał zejść ze statku, miał myśli samobójcze, zwolniono go z pracy. Nasza rodzina była w totalnej rozsypce, pokiereszowani, cierpiący, bardzo samotni ludzie. A ja jak automat, chciałam udowodnić  światu i Tobiaszowi , że postawię go na nogi ………. choć wszyscy wokół , mówili, że to niemożliwe.

05.02.2017

Tobiasz nie stanął na nogi, nie mógł sam ubrać się, umyć, jeść, czytać, pisać czy zmienić pozycji w łóżku. Pomału przestawał być dzieckiem.

–   Dopadła mnie depresja, nie uratowałam małżeństwa, zgubiłam kontakt z córką, naznaczyłam samotnością jej młodość. Mnie już nie było od dawna, chociaż to wydawało się najmniej istotne. A Tobiasz, już wiedziałam, że nigdy nie będzie funkcjonował samodzielnie, zawsze będzie zależny od innych .Wymagał całodobowej opieki i obsługi, a ja nie pozwalałam, żeby ktokolwiek inny zajmował się nim, miałam swoją misję, chociaż w głębi duszy wiedziałam, że zbliża się moment w którym będę musiała puścić go w świat.  Chociaż „puścić” to złe słowo, żebyśmy oboje nie zwariowali musiałam Go gdzieś oddać.

Tylko gdzie i komu oddać 15- letniego, rosłego nastolatka, przy którym trzeba wszystko zrobić, niewiele jest takich miejsc w Polsce. Przyjął go Specjalny Ośrodek  Szkolno  Wychowawczy dla Dzieci Niepełnosprawnych Ruchowo w Policach pod Szczecinem.

Początki samodzielnego życia mamy i Tobiasza były dramatyczne. Żadne nie umiało odnaleźć się w nowej sytuacji. Nie tylko Tobiasz płakał, płakała i mama, dzwoniła, dopytywała, co piątek zabierała i w poniedziałek odstawiała  syna do Ośrodka. A Tobiasz, miał 15 lat, po raz pierwszy ktoś inny, ktoś obcy go dotykał, mył, karmił, ubierał nie było to łatwe dla chłopaka, nagle też okazało się, że świat nie kręci się tylko wokół niego, że trzeba poczekać, ustąpić, nagiąć się do reguł. Trochę trwało kiedy oboje zaczęli dostrzegać pozytywne strony tej separacji. Tobiasz dorastał, skończył w Policach gimnazjum, ciężko było, dlatego sprzeciwił się mamie, która chciała, żeby kontynuował naukę w liceum.

– musiałam sama siebie zapytać, czy naprawdę jest mu niezbędne średnie wykształcenie czy może ważniejszy jest jego komfort psychiczny, realizacja planów i marzeń. Tym bardziej , że On dokładnie wiedział co chce robić w przeciwieństwie do mnie. On był Tobiaszem, młodym człowiekiem z głową pełną marzeń,a ja…. mamą Tobiasza i już.

Police wyjątkowe  miejsce na mapie niepełnosprawnych w Polsce, stworzyli mu tam specjalny program, jedyny taki, w Szkole Przysposabiającej do Pracy. Mógł więc dalej uczyć się i być wśród rówieśników oraz  fachowców od rehabilitacji.   I wtedy  Tobiasz „rozwinął skrzydła”.

 

15.02.2017

W Szkole Przyspasabiającej do Pracy w Policach Tobiasz spędził kolejne 8 lat, bardzo dobrze się tam czuł. Zwolniony z konieczności nauki, która ciężko mu przychodziła, decydujący samodzielnie o rehabilitacji, stanowiący sam o sobie narodził się na nowo.  Zaczął budować siebie, niezależnego człowieka, który myśli, czuje, żyje. Jego upór w walce o marzenia zadziwił  wszystkich, był inspiracją dla innych.
Zachłanny życia, wolny, zaczął działać w Radzie Szkoły, organizować w Ośrodku koncerty dla dzieciaków, zapraszać znanych muzyków, pisać do gazetki szkolnej, był w swoim żywiole. Uczestniczył w koncertach na żywo, brał udział w programach telewizyjnych z udziałem publiczności. Siedział na widowni „The Voice of Poland”, 3- krotnie w ” Must by the Music”, ” Bitwy na głosy”, był gościem w Radiu ZET, Radiu Złote Przeboje, Radiu Szczecin. Interesowało go wszystko, estrada „od kuchni”, ludzie mediów, nie miał kłopotu  z dotarciem do swoich idoli, z wieloma się zaprzyjaźnił, kochał muzykę. I tak z przytupem rodził się nowy Tobiasz, bez kompleksów, bez zahamowań, często zapominający o tym jak bardzo jest ograniczony.

–  wszędzie oczywiście musiałam jeździć z nim, nigdy, nawet za czasów swojej młodości nie wiodłam tak intensywnego towarzysko- rozrywkowego życia. Byłam zdumiona. Zaczęliśmy rozmawiać jak dorośli, jak partnerzy. To wtedy Tobiasz wykrzyczał mi, że zgadzał się na tą morderczą rehabilitację przez całe lata, na podporządkowanie temu całego naszego życia tylko dlatego, żeby nie zrobić mi przykrości. Tak naprawdę marzył, żebym zaakceptowała go takiego jakim jest, na wózku, totalnie niesprawnego, żebym nie ulepszała Go, żebym pozwoliła mu żyć. On miał marzenia, ale wstanie z  wózka do nich nie należało. Chciał mieć normalne dzieciństwo, beztroskę, kolegów, chciał kłócić się z siostrą … klosz ochronny, był mu niepotrzebny, oddzielał od prawdziwego świata. Dlaczego nie pomyślałam, że On nie chce szarpać się z rzeczywistością, że może robić coś zupełnie innego, na jego miarę, na jego możliwości. Uzgodniliśmy, że teraz każdy żyje swoim życiem, nie wtrącamy się, ale pomagamy sobie i wspieramy się. Zaczęłam myśleć o sobie jak o kobiecie, pracowniku, koleżance, zaczęłam istnieć, mieć swoje plany, które nie musza być zbieżne z planami mojego syna. Jednak, żeby On mógł to samo powiedzieć o sobie moje miejsce musi zająć ktoś inny…

Tobiasz nie tylko ma plany, on je konsekwentnie realizuje, punk po punkcie, metodycznie. W czerwcu skończył szkołę i wrócił do domu. Bał się tego momentu, bał się ponownego zamknięcia w czterech ścianach i braku perspektyw w małym miasteczku. Niepotrzebnie, w wakacje po raz pierwszy bez mamy pojechał na festiwal „Przystanek Woodstock”, zabrali go znajomi. Po raz kolejny pracował przy Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Marzenia się spełniają, jeżeli troszkę się im pomoże, a teraz Tobiasz wystartował ze swoim radiem „Tobifm” no i cały czas aktualny jest zamysł zorganizowania dużego, poważnego, profesjonalnego koncertu z gwiazdami z najwyższej półki.

Żeby Tobiasz mógł funkcjonować, żyć, niezbędna jest mu pomoc innej osoby w każdym aspekcie życia, od jedzenia, mycia, ubrania po przemieszczanie się. Obsługuje komputer, bo ma  przystosowaną do tego klawiaturę,  ale już do komputera trzeba go dowieźć, nie jest w stanie poruszać nawet własnym wózkiem. Potrzebny jest mu asystent, przyjaciel, powiernik, ktoś kto będzie prowadził z nim dyskusje, pojedzie na koncert, zabierze na spotkanie z przyjaciółmi, ktoś kto będzie obok.

Tobiasz czeka, asystent to jego przepustka do świata.

21.05.2017

Tobiasz wrócił do domu po 11 latach, bardzo bał się tego momentu. Wyjechał nastolatek wrócił młody mężczyzna, trochę się zmieniło przez ten czas, zmienił się Tobiasz, mamie też przybyło lat, a tym samym ubyło sił. Każde z nich zadawało sobie pytania : i co dalej?  Jak się zorganizować?  Czy sobie poradzimy, a jak nie, to kto pomoże?  Czy w ogóle możliwy jest powrót do dawnych schematów?  Jak rozmawiać, żeby nie sprawić przykrości drugiej stronie, a jednak wyartykułować swoje obawy?  Jak móc cokolwiek ustalać, kiedy jest się pod ścianą, w sytuacji bez wyjścia? Tych pytań zadawanych sobie samemu było zdecydowanie więcej, a oni jednak trochę odwykli od siebie.

Tobiasz nie zamierzał „pauzować”,  już zasmakował w aktywnym życiu, otoczony rówieśnikami, podziwiany, potrzebny, często niezastąpiony chciał więcej, szybciej jak to młodzi. Jedno się nie zmieniło… tęsknota za ojcem, potrzeba męskich relacji, męskiego wzorca. Coraz dotkliwiej odczuwane odtrącenie, niezrozumienie, niesłyszenie tego co Tobiasz ma do powiedzenia.

Lekarstwem dla Tobiasza okazało się radio. Wcześniej nikt nie wierzył, że chłopak, który praktycznie nic nie zrobi przy sobie, będzie w stanie założyć i dwa razy w tygodniu prowadzić na żywo audycję radiową, a jednak Tobiasz dopiął swego. To jego tuba, to jego wolność, to jego  miłość, tam jest panem sytuacji, tam decyduje według własnego uznania. Jest słuchany, mówi to co płynie z serca, piosenki w ogromnej większości z polskimi tekstami dopowiadają resztę. Wzrusza, uczy pokory, zmusza do zwolnienia i zadumy. Ale cały czas, gdzieś w tyle głowy kołacze się pytanie – jak dalej żyć, jak znaleźć opiekuna, przyjaciela, człowieka który zastąpi, wyręczy ukochaną mamę. Czy w ogóle jest to możliwe, żeby dorosły 25 letni, niepełnosprawny mężczyzna mógł żyć na własny rachunek. Taki opiekun to dla Tobiasza jak gwiazdka z nieba, marzenie, szansa na dorosłość, na normalność, na niezależność. Chłopak jest czarujący, mądry i dobry, pełen zapału i pomysłów na życie… a jednak to za mało.

12.07.2017

Tobiasz marzy o Woodstocku. Wie o czym marzy, już raz tam był, na jeden dzień, z mamą, a mimo to poczuł atmosferę, połknął bakcyla. Miał zaszczyt w zeszłym roku, razem z Jurkiem Owsiakiem oficjalnie, ze sceny, otwierać  tą kultową imprezę. Oj, działo się wtedy, działo, w  pewnym momencie został wręcz porwany przez rozbawiony tłum i bezpiecznie przetransportowany pod samą scenę, wtopił się w rozśpiewanych, roześmianych fanów, był jednym z nich. Dla takich właśnie chwil, jak to Tobiasz mówi, warto żyć!

Dla prawie każdego, młodego mężczyzny, kochającego muzykę Przystanek Woodstock to miejsce magiczne, a Tobiasz zachłannie słucha wszelkich nutek, prowadzi własne radio internetowe, jest zdeterminowany, operatywny, pracowity, ale to za mało!

Żeby Tobiasz mógł przez 3 dni uczestniczyć w tym wydarzeniu muzycznym musi znaleźć się wolontariusz, młody mężczyzna, który pojedzie tam razem z nim.

Mama, która jest na każde zawołanie niepełnosprawnego chłopaka, niestety nie jest w stanie przenieść syna z wózka inwalidzkiego do namiotu, zwyczajnie nie udźwignie go. Przy Tobiaszu trzeba zrobić praktycznie wszystko, ubrać, nakarmić, przenieść, ale w zamian dostaje się dużo więcej, chłopak jest niezwykle towarzyski, z ogromną wiedzą muzyczną i pasją, którą zaraża innych. Termin Przystanku Woodstock zbliża się, to początek sierpnia, 3 dni od 2 do 4. 08.2017 czy znajdzie się ktoś, kto za przemiłe towarzystwo spełni jedno z na razie nieosiągalnych marzeń młodego 25 latka.

 

Dla Tobiasza takie zaufane, oddanie się w opiekę nieznajomego wolontariusza będzie również dużym wyzwaniem, będzie wymagało  odwagi i przełamania własnych lęków.  Chłopak wie, że ludzi wielkiego serca jest wielu, ale wiedzieć to jedno, a znaleźć takowego to drugie. Może ta wspólna podróż, wspólne zainteresowanie muzyką będą początkiem przyjaźni, wieloletniej, szczerej, prawdziwej. O takiej przyjaźni Tobiasz marzy bardziej  niż o Woodstocku, od zawsze i na zawsze. W Złotowie mieszkają od niedawna, od 2 lat, bo mama dostała tam pracę, bo chłopak ma blisko Ośrodek Rehabilitacyjny w Zabajce, ale coś za coś, mniej znajomych, mniejsze możliwości znalezienia bratnich dusz, nie ma kolegów z wcześniejszych lat, wspólnej historii, korzeni.

 

 

 

Czy Tobiasz pojedzie na Przystanek Woodstock ?  To nie od niego zależy, czy znajdzie się KTOŚ kto go tam zabierze. 

Jeżeli tak się stanie, obiecujemy obszerną relację z imprezy i dużo , dużo zdjęć!

 

 

03.08.2017                                                      Tobiasz bawi się na Przystanku Woodstock!!!

Udało się!!!

Tobiasz bawi się na swoim ukochanym Przystanku Woodstock ze swoimi opiekunami Veroniką Duda i Krystianem Kamilem Rohde. Ci młodzi ludzie z Gdyni odpowiedzieli na nasz apel z prośbą o zabranie i zaopiekowanie się Tobiaszem na Przystanku Woodstock, przez całe 3 dni trwania festiwalu. To wielka sprawa i odpowiedzialność, bo Tobiasz wymaga wyjątkowej opieki. Życzymy całek trójce wspaniałej zabawy i niezapomnianego czasu.

10.08.2017                                                    Wspomnienia z festiwalu                 

-To było najważniejsze wydarzenie w moim życiu.  I trudno w to nie wierzyć. Tobiasz, kochający ponad wszystko muzykę od zawsze marzył o Woodstocku.

– Tam są zupełnie inni ludzie, dobrzy ludzie, nie wiem czy stają się tacy właśnie na ” Przystanku” pod wpływem charyzmatycznego Jurka Owsiaka, czy po prostu taki wyjątkowy gatunek  tam co roku zjeżdża. Nie wyobraża Pani sobie, co to znaczy być jednym z nich, ja człowiek bardzo niepełnosprawny, wymagający całodobowej opieki i pomocy praktycznie we wszystkim nagle  byłem z nimi na równych prawach, bawiłem się z nimi, spałem obok w namiocie jak wszyscy, słuchaliśmy tej samej muzyki, słuchaliśmy tych samych słów Jurka Owsiaka. Jaka to radość, czułem się wolny, byłem szczęśliwy, bardzo, bardzo szczęśliwy. Wie Pani , że były momenty kiedy płakałem, normalnie jak dziecko, że zostało mi to dane.

W zeszłym roku Tobiasz spędził na Woodstocku parę godzin z mamą, w tym był przez całe 3 dni. Nie byłoby to możliwe gdyby nie młodzi ludzie, Veronika i Krystian, którzy odpowiedzieli na nasz apel i zgodzili się zaopiekować młodym, niepełnosprawnym mężczyzną podczas trwania festiwalu. Zgodzili się praktycznie od razu, bez żadnych pytań, bez stawiania warunków, widząc Tobiasza jedynie na zdjęciach umieszczonych na portalu. Chłopak i dziewczyna, 23 latkowie, narzeczeni z Gdyni postanowili zrezygnować z własnej wygody i zabawy, po to, żeby nieznajomy mężczyzna mógł spełnić swoje marzenie.

– Po raz pierwszy zobaczyliśmy się, kiedy mama przywiozła mnie do Kostrzynia nad Odrą, już tam na mnie czekali. Czy się bałem, przez moment, przecież jestem w sytuacji wyjątkowo niekomfortowej, przecież ja nawet siedząc na wózku inwalidzkim nie jestem w stanie przejechać choćby metra, nie mówiąc o tym , że jakoś na ten wózek muszę się dostać!  Gdyby coś nie zagrało, nie mógłbym spakować się i wynieść, nie mógłbym nawet się poskarżyć, byłem całkowicie zależny od ich życzliwości, dobrej woli i odpowiedzialności. Niby wyjazd na festiwal, a tak naprawdę powierzyłem im swoje życie, nic o nich nie wiedziałem, nie znaliśmy się, ale byli tak pewni , że sobie poradzą ze mną, że zaufałem. Wspaniali ludzie, miałem wielkie szczęście, że znaleźli mnie, że zechcieli mnie, że byli tacy normalni, jakby nic wielkiego nie zrobili. To nie tylko to, że zabrali mnie na Woodstock, pozwolili mi uwierzyć, że może nie zginę, gdyby zabrakło mamy, że może od czasu do czasu, będę mógł pobyć wśród innych młodych ludzi sam, że możliwe jest być samodzielnym. Właśnie tą wiarę dostałem od Krystiana i Veroniki.

Krystian i Veronika byli z Tobiaszem praktycznie non stop, od momentu kiedy się budził rano do czasu, kiedy wieczorem, a w zasadzie w nocy zasypiał. Ubierali go, myli, karmili, przenosili na wózek inwalidzki i znosili z niego, przenosząc do namiotu, zabierali na koncerty i bardzo uważali, żeby w tym tłumie bezpiecznie go przewozić, ale przede wszystkim dużo, bardzo dużo rozmawiali.

– Byli wspaniali, to ja byłem bardziej zażenowany tym, że muszą mi zmienić pampersa. Krystian zachowywał się tak , jakby codziennie przewijał i mył 25 letniego faceta, za każdym razem mówił tylko ” jak coś cię będzie bolało to od razu mów, bo nie mam doświadczenia”. Wyjątkowo taktowni i dyskretni. Zawsze któreś było przy mnie nawet na sekundę nie zostawałem sam. Przez cały festiwal nie mieli ani minuty dla siebie, no może wtedy kiedy spałem, ale tak byłem zaaferowany wszystkim tym co działo się naokoło mnie, że niewiele tego spania było.

Tak, drugiej nocy emocje sięgnęły zenitu i po koncercie Tobiasz potrzebował oddalić się na trochę od hałaśliwego, rozbawionego tłumu. Potrzebował wyciszenia, spokoju, swoistego resetu, głowa zaczęła dokuczać. Ubrali go, przenieśli na wózek i w środku nocy, pojechali daleko poza teren festiwalu, włóczyli się po lesie.

– Krystian mówił , że pierwszy raz w życiu je kolację w środku lasu o 3 nad ranem. Miałem wyrzuty sumienia, że tak ich absorbuję swoimi potrzebami, że ciągam po nocy chociaż widziałem, że są bardzo zmęczeni, a oni ani okiem nie mrugnęli, że może byśmy wrócili.

W miasteczku festiwalowym wszyscy przyjmowali go z otwartymi ramionami, pozdrawiali, przychodzili przywitać się czy pogadać. Pierwszego dnia sam Jurek Owsiak przyszedł poprozmawiać z nim, dał im identyfikatory, żeby mogli podjeżdżać jak najbliżej sceny.

– Ucieszył się, jak mnie zobaczył. Uściskał jak prawdziwy ojciec. Jestem mu za to bardzo wdzięczny, bo Jurek Owsiak to dla mnie Guru, prawdziwy duchowy przewodnik, mentor, osoba bardzo ważna. Chłonąłem każde słowo, które wypowiadał ze sceny, wszystko to co powiedział do mnie prywatnie zapamiętam na zawsze. Ten festiwal. ludzie, atmosfera… to już jest moje, przeżyłem na własnej skórze, widziałem, oświadczyłem. Marzenia się spełniają!

– Czy będę utrzymywał kontakt z Veroniką i Krystianem?  Już zostałem zaproszony na ich ślub. To moi przyjaciele!

 

 

 

 

 

 

 

26.08.2018                                     relacja opiekunów Tobiasza z Przystanku Woodstock.

 

To dzięki dwójce młodych ludzi, 21 letniej Veronice i 23 letniemu Krystianowi z Gdyni,  Tobiasz mógł spełnić swoje marzenie, uczestniczyć w kultowym ” Przystanku Woodstock”. Zupełnie obcy ludzie postanowili zaopiekować się młodym, niepełnosprawnym mężczyzną przez 3 dni trwania festiwalu , a zaopiekować  się to znaczy nakarmić, dać pić, umyć, łącznie z umyciem mu  zębów, zmieniać pampersy, ubrać, rozebrać, przetransportować na wózek i z powrotem do namiotu, nie mówiąc już o zapewnieniu mu towarzystwa , dobrej zabawy i komfortu psychicznego jakiego wymagał wyjątkowo bystry i wrażliwy Tobiasz. To niemałe wyzwanie dla przeszkolonego personelu, a co dopiero dla dwójki młodziutkich narzeczonych nie mających nigdy kontaktu z osobami niepełnosprawnymi. Jak sobie poradzili ? Tobiasz był zachwycony, przeżył przygodę życia, nigdy nie zapomni i już ofiarował swoje serce i przyjaźń tej dwójce pozytywnych szaleńców.

Krystian mechanik samochodowy i Veronika pracownica salonu jubilerskiego. Od prawie roku razem, od ostatniej Wigilii narzeczeni , niby zwykli, radośni młodzi ludzie, myślący o sobie, o rozrywkach, o codziennej bieganinie … a jednak to oni wykazali się tak szlachetną postawą na którą tak niewielu się zdecydowało.

– Veronika podsunęła mi artykuł o Tobiaszu ze strony ” Pomożesz? Pomogę!”.  Przeczytałem, ujęła mnie historia tego faceta … zastanawiałem się, gdybym to ja był na jego miejscu… Długo rozmawialiśmy z narzeczoną o tym , że moglibyśmy spróbować spełnić jego marzenie. Veronika już wcześniej była na Woodstocku ze znajomymi, ja nigdy, nie ciągnęło mnie, różne opinie krążyły o tym festiwalu, ale w sumie możemy jechać i zabrać ze sobą Tobiasza. Tak do końca nie wierzyliśmy, że to jednak my z nim pojedziemy,  było ponad 5.500 tys. odsłon artykułu, byliśmy pewni, że zgłoszą się bardziej kompetentni. Zrobiło się nam gorąco, kiedy otrzymaliśmy telefon, że to my możemy być opiekunami zupełnie nam nieznanego, starszego od nas mężczyzny na wózku inwalidzkim.

– Kiedy Krystian zadzwonił do Tobiasza i usłyszeliśmy jak on się cieszył, jak nie wierzył, że chcemy go zabrać na festiwal, jak usłyszeliśmy jakie to nieprawdopodobne, jak dobrzy jesteśmy, jak urzeczywistniają się zupełnie nierealne marzenia to wtedy dotarło do nas, że postąpiliśmy absolutnie słusznie, cieszyliśmy się, że dane nam będzie to doświadczenie. Rzuciliśmy się jeszcze raz na artykuł, żeby jak najwięcej wyczytać, żeby przygotować się psychicznie na czekające na nas obowiązki, żeby pooglądać na filmikach jak Tobiasz się zachowuje, co trzeba będzie przy nim robić, czy będzie fajny, czy nas polubi. Mimo, że decyzję podjęliśmy od razu, oczywiście mieliśmy mnóstwo wątpliwości, czy sobie poradzimy, czy nie zrobimy mu krzywdy w końcu nigdy nie mieliśmy do czynienia z osobami niepełnosprawnymi i to tak bardzo.

Młodzi o swojej decyzji natychmiast powiadomili rodziców i znajomych. Reakcje najbliższego otoczenia były jednoznaczne, na początku szok,  niedowierzanie i standardowe pytanie czy dobrze się zastanowili, to nie zabawa, to poważne zobowiązanie, to czyjeś życie, złożonej obietnicy nie można odwołać, bo gdzieś jakiś człowiek żyje nadzieją i oczywiście czy sobie poradzą? Ale nikt, absolutnie nikt nie odradzał, wszyscy byli z nich dumni i otwarcie o tym mówili.

– W domu, czy wśród znajomych nigdy nie rozmawiało się o jakiejś dobroczynności czy bezinteresownej pomocy innym, obcym ludziom, może dlatego wszyscy byli tak zaskoczeni. W sumie nie wiem, dlaczego się zdecydowaliśmy, nawet trudno powiedzieć, że była to spontaniczna decyzja, bo przecież rozmawialiśmy z Veroniką długo, zastanawialiśmy się, czytaliśmy ten tekst parę razy. Tak wyszło i jesteśmy szczęśliwi, że udało się, że dzięki nam ktoś dostał to o czym marzył.

Weronika i Krystian pojechali do Kostrzynia nad Odrą 2 dni wcześniej, żeby wybrać jak najlepsze miejsce pod namioty swój i Tobiasza, żeby było jak najbliżej wszystkich strategicznych miejsc na polu namiotowym czyli sklepiku, stołówki, toalet, sceny, żeby nie było górek , ani piasku po którym trudno prowadzić wózek inwalidzki. Załatwili wjazdówkę dla Tobiasza i jego mamy, która przywiozła syna na festiwal, zorientowali się gdzie jest punkt medyczny i ewentualnie na jaką pomoc mogą liczyć.

– No i w końcu Tobiasz przyjechał.  Zdjęcie to jedno, a rzeczywistość drugie. Ogromne z niego chłopisko, no trochę nogi się pod nami ugięły. Mama Tobiasz pani Wioleta mówiła, że sami nie damy rady go przenosić i zaczęliśmy przyznawać jej rację, trochę porozmawialiśmy i pani pojechała, a my zostaliśmy we trójkę. Od razu lunął deszcz, wszyscy przemokliśmy, wózek Tobiasza grzązł w błocie, a on sam był bardzo głodny i domagał się nakarmienia.  No i zaczęła się nasza wspaniała przygoda. Jasne, że było ciężko, ale jednocześnie bardzo radośnie. Bo to nieprawda, że pojechaliśmy tam tylko jako opiekunowie Tobiasza, my też tam się bawiliśmy, słuchaliśmy koncertów, rozmawialiśmy z ludźmi. My nie zrezygnowaliśmy z zabawy, my się nią podzieliliśmy z Tobiaszem, bawiliśmy się we trójkę. Wspaniałe doświadczenie. Wielu ludzi jak tylko prosiliśmy pomagało nam, wielu chwaliło, że zabraliśmy Tobiasza na festiwal, w taki tłum, ale wszyscy myśleli, że jesteśmy spokrewnieni albo od lat mocno zaprzyjaźnieni. Nikt nie przypuszczał, że poznaliśmy się parę godzin wcześniej, nic o sobie na wzajem nie wiedząc, a my nikogo nie wyprowadzaliśmy z błędu.

– Tobiasz ma wielką wiedzę na temat muzyki, jest pasjonatem, wrażliwcem z fajnym poczuciem humoru, dużo rozmawia i jest zupełnie niewymagający. Z przyjemnością się go słucha.

– Pamiętasz, jak cały czas chciał pić?

–  Tak, nawet zażartowałem, że chyba nieźle wcześniej popił i teraz ma kaca ! A on z rozbrajająca minką stwierdził, że nigdy nie próbował alkoholu i byłby bardzo wdzięczny, gdybyśmy go poczęstowali piwem. Jak prosił, to nalałem mu do butelki tego piwa i dałem. Cieszył się jak dziecko. Smakowało mu bardzo! Ale nich pani napisze, że to było słabe piwo, takie 2 procentowe, bo takie piliśmy i jego mama o tym wie! Widziałem, że Tobiasz opowiadał już o naszej nocnej eskapadzie. Położyliśmy go spać, a sami siedliśmy przed jego namiotem i rozmawialiśmy ze znajomymi. W pewnym momencie Tobiasz mnie zawołał i poprosił, żebym zabrał go gdzieś poza teren festiwalu, z dala od muzyki, ludzi, głosów, bo ten nadmiar emocji już go rozsadza i musi się wyciszyć. Ubraliśmy go i pojechaliśmy daleko od tego zgiełku, do lasu. Spacerowaliśmy  długo, na pole namiotowe wróciliśmy przed 5 rano, było bardzo sympatycznie i magicznie i wesoło i romantycznie.

– A ja zapamiętałam koncert zespołu Wilki. Tobiasz tak czekał na ten koncert, tak przeżywał, tak się cieszył, że sama miałam łzy w oczach widząc jego radość. Niech to będzie motto naszej wyprawy.  Warto było ! 

04.01.2018                                                    Tobiasza start w dorosłość.

To już dobrze ponad rok, kiedy Tobiasz jest w domu.

– Nie zdawałem sobie sprawy, że tak zażarcie będę musiał walczyć o to, żeby ludzie widzieli we mnie normalnego człowieka. Żebym nie był obserwowany przez pryzmat wózka. To, że nie mogę sam się ubrać, że trzeba mnie nakarmić nie znaczy, że jestem gorszy. Ja myślę, często sprawniej niż niektórzy, czuję i mam prawo do własnego zdania, własnej opinii mam nawet prawo głośno to wyrazić. Dlaczego ludzie sądzą, że za wszystko powinienem dziękować, że każdy dobry gest skierowany w moją stronę to dobroć mi nienależna.Mam marzenia, mam plany i ze wszystkich sił będę o nie walczył. Ja tylko chcę, żeby traktowano mnie poważnie. Mam teraz w sobie dużo buntu przed tym wiecznym zaciskaniem zębów, przytakiwaniem chociaż się nie zgadzam i byciem pokornym i wdzięcznym absolutnie za wszystko.

– Tobiasz , a Ty trochę nie użalasz się nad sobą?

– Nie wiem, tak się staram, oddaję całego siebie, wszystkie swoje myśli, serce, całą prywatność, ale  „niestety audycja radiowa nie przynosi spodziewanych zysków, nikt się nie reklamuje, jednym słowem nie zarabia na siebie”, ale ja przecież nie mogę na antenie apelować o wpłacanie datków, to rozbiłoby klimat, nastrój, to byłaby straszna komercja, a nie potrzeba serca i wspólnych magicznych chwil. Prowadzę ją w ramach swoich zawodowych obowiązków, chociaż w zasadzie to nie praca, a moja wielka pasja,  coś mojego od początku do końca.

–  Jesteś zatrudniony na etacie w Fundacji Złotowianka ?

– Tak , cały czas tam pracuję. Jestem zatrudniony w ramach projektu ” osoby wykluczone społecznie” Moim zadaniem jest wysyłanie próśb do znanych osób po fanty na aukcje charytatywne, niewiele, ale jestem potrzebny, jestem wdzięczny. Chociaż teraz, muszę to powiedzieć i pochwalić Fundacja ruszyła z nową platformą pomocową. Ostatnio wydzwaniam z informacjami reklamowymi do wszystkich PCPR- ów, żeby rozpropagowali ideę. To platforma podobna do tych słynnych pomagam.pl, czy siepomaga, w skrócie zainteresowany zakłada na naszej stronie swój własny cel, oczywiście zgodny z celami statutowymi Fundacji i tym samym sam sobie organizuje zbiórkę pieniędzy na np. wózek inwalidzki, operację, turnus rehabilitacyjny. Od niego tylko zależy, jak przekona do siebie darczyńców, żeby wpłacali pieniądze . Fajna sprawa.

– No, to jak z tą Twoją niezależnością ?

– Powiem Pani, trudno być niepełnosprawnym, jak głowę ma się pełną marzeń i pomysłów, a mieszka w malutkiej miejscowości, bo nigdzie indziej nie utrzymalibyśmy się z mamą. A ja bym mógł świat zmieniać, tyle we mnie pasji i energii … ale dobrze, że chociaż, to radio jest!

– Poopowiadaj o tym swoim radiu.

– Można mnie słuchać na www.tobifmpanelradiowy.pl/ radio w  poniedziałek i czwartek między 20.00 a 23.00   napisze Pani adres, ciekaw jestem, ile miałbym słuchaczy, natychmiast dałbym znać.

– Mów o fajnych momentach w radiu z tego roku.

– To radio to moje okno na ludzi, właśnie na ludzi nie na świat, bo do ludzi tęsknię najbardziej. Jak się jest przywiązanym w dosłownym sensie do wózka, jak przez okno można popatrzeć tylko wtedy, kiedy ktoś podsunie tam wózek ze mną, jak najmniejsza fizyczna aktywność związana jest z czyjąś dobrą wolą i chęcią pomocy mi – zawsze jestem wdzięczny – to jak siadam przed radiowym mikrofonem to jestem król, no boss całą gębą, wtedy nie jestem niepełnosprawny. Ludzie mnie nie widzą, nie widzą moich ograniczeń i wtedy po prostu mnie słuchają, piszą do mnie sms-y, maile, rozmawiamy, wspólnie coś przeżywamy, wtedy to moje życie ma sens. A rozmawiam naprawdę z fajnymi ludźmi, no na przykład z Marcinem Liber Piotrowskim, Maciejem Rock – prezenterem telewizji Polsat, Arturem Barcisiem – aktorem , który poopowiadał nam o pracy w serialach „Miodowe lata” czy w ” Ranczo”, z Maciejem Orłosiem, z finalistami ostatniej edycji „Idola”, a w najbliższym czasie jestem umówiony z Jurkiem Owsiakiem na wywiad. Tak, to są moment, kiedy jestem z siebie dumny, że nie siedzę … no właśnie, nawet w alkoholizm nie mogę wpaść, albo inne używki, no bo jak…

– Trzeba dalej myśleć ” jak żyć”.

– Będę myślał, nie mam wyboru.

  27.02.2018                                      Ot i taka historia

U Tobiasza jak zwykle huragan zmian. Dzieje się dużo, bardzo dużo dobrego. W końcu na swoim, w końcu niezależny, w końcu robiący to co kocha i zawsze kochał.

–  Znalazłem sens i radość życia, to moje radio, moja muzyka, moi słuchacze, moi rozmówcy i energia, która mnie uskrzydla i dodaje mi sił do dalszego działania do realizowania swoich zamierzeń, celów i planów.  Chcę rozwijać swoje skrzydła w ramach Stowarzyszenia Tobiasz i Przyjaciele, które powstało z zamiarem realizowania i prowadzenia spotkań motywacyjnych dla młodego pokolenia, czyli być wśród ludzi i z ludźmi. Chcę uwrażliwiać społeczeństwo na siebie nawzajem, na ludzkie odruchy i dobro, którym pragnę się dzielić. Wierzę w ludzi i ich potencjał do życia w zgodzie ze sobą. Jestem być może niepoprawnym optymistą, ale takim chce być i w taki sposób pragnę przeżywać życie. I nie muszę myśleć jak „dalej żyć” przecież żyję i mam się fantastycznie, bo cóż piękniejszego może być niż to co udało mi się osiągnąć nawiązując kontakt z Fundacją WOŚP i rozmowami na antenie radia tobiFM z rzecznikiem prasowym Panem Krzysztofem Dobiesem oraz Panem Jurkiem Owsiakiem. Równie inspirującą osobowością w moim radiu był Tomasz Cebo z pasją do malarstwa, muzyki i ludzi. To właśnie takie ciekawe rozmowy są dla mnie motywacją do własnego rozwoju osobistego i uruchomiły pokłady energii do dalszej pracy. ŻYJĘ TAK JAK POTRAFIĘ I MOGĘ, ZMIENIAM TO CO MOGĘ ZMIENIĆ i to mi wystarcza do uczucia zadowolenia i satysfakcji. Jestem szczęściarzem, bo mam siebie i wiem czego chcę oraz inspirujących i pomocnych ludzi wokół. I cóż więcej chcieć…

Tobiasz znalazł swoje miejsce na ziemi, swoich ludzi. Dzięki Stowarzyszeniu, które powołał do życia już nikt nie będzie, kazał mu robić rzeczy na które nie do końca się zgadzał. Wolność i pasja to dzisiejszy Tobiasz .

Chwilo trwaj.

 

Chcę pomóc

Liczba komentarzy: 3.

  1. Niby znam tą historię a i tak sie wzruszyłam….
    Ale … Nie ważne co było – ważne co jest! A jest dzielny, przystojny, ambitny chłop:)
    Walczy, nie próżnuje, spełnia się i jest wzorem dla innych! Matula zawsze przy nim, wspiera, mobilizuje.
    Głowa do góry i do przodu!
    Tak trzymać!

  2. Nie znam Tobiasza osobiście, ale po przeczytaniu tej historii czuję, że Tobiasz to bardzo silny i dzielny mężczyzna.Bardzo go podziwiam i życzę mu wszystkiego co najlepsze! Wysyłam uściski i pozdrowienia.

  3. Podziwiam i jestem pod wrażeniem, jak wiele może znieść taka drobniutka istota…i uśmiech z Jej twarzy nie znika pomimo tylu przeciwności losu. .Pani Wioletko pozdrawiam serdecznie Wszystkich

Dodaj komentarz